Zumba na Kilimanjaro
Zumba na Kilimanjaro

Iza udowodniła, że zumba jest wszędzie, nawet na Kilimanjaro! Z Izą, instruktorką zumby, właścicielką klubu w Żyrardowie i Grodzisku Mazowieckim rozmawiamy o pasji, pracy i wyprawie na Kilimanjaro

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z fitnessem, aktywnością fizyczną?

Siedziałam sobie spokojnie 12 lat jako dyrektor ds. logistyki w firmie francusko – belgijskiej, aż któregoś dnia otrzymałam informacje, że właśnie korporacja postanowiła zamknąć kilka zakładów, w tym w Polsce..Rozstanie było w zasadzie miłe, a ja miałam pół roku na szukanie pracy. No i tu pewnie wiele osób popadło by w depresje uświadamiając sobie, że pomimo ogromnego doświadczenia i umiejętności to „Pesel już nie ten” :) Pomysłów było wiele, ale po zbadaniu lokalnego rynku postanowiliśmy z mężem (filozof z wykształcenia) otworzyć siłownie i fitness nie mając o tym zielonego pojęcia. Już po roku byłam instruktorem kulturystyki i fitness. Bo chcieć to móc.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z zumbą?

Zawsze lubiłam taniec i przypadkowo 4 lata temu trafiłam na zajęcia Latino do R. Kochanka w Żyrardowie i J. Grzybka w Warszawie. Uwielbiałam na nie chodzić zwłaszcza, że w tym czasie moja waga z 82kg spadała regularnie aż do obecnej 61kg. W tym czasie prowadziłam u siebie w klubie zajęcia (TBC, ABT itp.) jak również jeździłam na różne konwencje fitness. Już nie pamiętam czy to był Poznań czy Kielce gdzie po raz pierwszy uczestniczyłam w zajęciach Zumby, która mnie od razu urzekła.

Czym urzekła Cię zumba?

Po pierwszych zajęciach byłam tak naładowana pozytywną energią jak nigdy dotąd. Właściwie nie było ludzi, którzy podczas zajęć by się nie uśmiechali. W połowie miałam moment, że wydawało mi się że nie dam rady, a potem po godzinie chciałam jeszcze. To było niesamowite. Nie musiałam nic umieć technicznie jak na zajęciach z Latino i nie było nudno jak na aerobiku.

Która z odmian zumby jest Twoją ulubioną?

Właściwie lubię każdą, może za wyjątkiem Aqua bo choć jestem zodiakalną rybą to woda nie jest moim ulubionym żywiołem.

Skąd pomysł, aby wejść na Kilimanjaro? Czy wyprawa była chęcią udowodnienia sobie czegoś, pokonania własnych słabości?

Przez 15 lat jeździłam z rodziną nad morze. Któregoś dnia po „awanturce” z mężem spakowałam plecak i po 25 latach przerwy (harcerstwo, obozy wędrowne) pojechałam w Tatry. Jeszcze wtedy mało się ruszałam na co dzień i po pierwszym dniu obudziłam się w nocy i płakałam tak mnie wszystko bolało, a weszłam wtedy tylko na Giewont! Ale miłość do gór wybuchła wtedy na nowo z wielką siłą. Potem gdzieś w sieci wpadłam na opis wejścia na Kili i „zakiełkowało”. Trwało to 6 lat. Od 2 lat zaczęłam mówić o tym głośno i wtedy szok. Otoczenie znów zaczęło wytykać mi Pesel! A to, że choruje na nadciśnienie, że kolano mam niesprawne i do artroskopii. A ja jestem uparta i przekorna i pomyślałam „Ja wam pokaże”.

Długo przygotowywałaś się do tej wyprawy?

W zasadzie po 3 latach prowadzenia w miarę aktywnego trybu życia, i zdrowego odżywiania a nie tak jak większość - kanapa, pilot i chipsy – doszłam do wniosku, że dam rade. Dodatkowo przed samym wyjazdem z powodu odejścia jednej z instruktorek nagle od kwietnia do czerwca prócz normalnej pracy w klubie zamiast prowadzić tygodniowo 3 godz. zajęć musiałam poprowadzić 8-10godz. To mi dało niezły wzrost wydolności i wzmocniło mięśnie.

Co było najtrudniejsze?

Podczas całego trekkingu nie zabolał mnie ani jeden mięsień, a przez trzy najtrudniejsze dni bez problemu dawałam sobie radę ze stałym tętnem 120-130 na min. Choroba wysokościowa w zasadzie mnie nie dopadła. Nie miałam bólu głowy, wymiotów co było normą. Na 2 godz. przed celem czyli na ok. 5600m npm. miałam duży problem z błędnikiem i poruszałam się zygzakiem, a moje nogi robiły różne dziwne rzeczy i za nic nie chciały iść prosto.

Gdy już dotarłaś na szczyt odtańczyłaś zumbę?

Ostatnia godzina to było prawdziwe wyzwanie dla organizmu. Ale kiedy docierasz do celu to jakby nagle zaczęły rosnąć Ci skrzydła. Nie ważne że przed chwilą postawienie kolejnego kroku graniczyło z cudem i nawet pomimo pięknego wschodu słońca nie wyjmujesz z plecaka aparatu fotograficznego, bo po prostu jest to wysiłek nie do zrobienia. Stajesz na szczycie i skaczesz, krzyczysz, płaczesz, tańczysz, już masz w ręku aparat i robisz zdjęcia, już myślisz o banerze z napisem Zumba, a potem śpiewasz na głos „Zumba he Zumba ha”!!! choć najlepiej wychodzi „Pause” Pitbulla a zwłaszcza ta pozycja z zatrzymaniem:)

Zumba to dobry początek przygody z aktywnością dla osób, które do tej pory nie miały z nią nic wspólnego?

Zumba to świetna propozycja dla osób które chcą rozpocząć swoją przygodę z aktywnością. Nic nie muszą umieć, każdy jest zajęty sobą, nie patrzy nie ocenia, zajęcia są tak energetyczne, wesołe i urozmaicone, że jak mija godzina to dziwimy się, że to już. Wracamy do domu wprawdzie zmęczone ale w cudownych humorach co udziela się całej rodzinie. No i przede wszystkim na efekty nie trzeba długo czekać. Wymiana garderoby na mniejsze rozmiary gwarantowana.

Zumba, aktywność fizyczna to sposób na dobre samopoczucie czy...?

Zumba to sposób na wszystko – na dokuczliwe dzieci, skwaszonego męża, zarozumiałego szefa, niemiłą panią w sklepie, niechlujnego kierowcę, upierdliwą teściową – zaczynacie tańczyć i odchodzą w zapomnienie.

Zumba to styl życia?

Zumba to OPTYMIZM i warto, żeby stał się on naszym dniem codziennym.

Na koniec, jak myślisz, czy szał na zumbę kiedyś się skończy czy będzie rosnąć nadal z godziny na godzinę?

Z mojego, zaledwie kilkuletniego, doświadczenia stwierdzam, że 90% ludzi przychodzi na zajęcia fitness, żeby się oderwać od szarej rzeczywistości, odstresować i dobrze się bawić. Chcą stąd wyjść zrelaksowani i z dużą dawką energii, która pomoże im funkcjonować w szarej rzeczywistości. I chyba nic tak nie daje takich możliwości jak ZUMBA. Dlatego myślę, że długo jeszcze Zumba będzie w klubach fitness na pierwszym miejscu.

Rozmawiała: Ola Załęska
 

 

 Zumba na Kilimanjaro kalendarz imprez zumba

ZAREJESTRUJ | [PRZYPOMNIJ HASŁO]
E-MAIL
HASŁO





fit.pl


Polecamy


Projekt i wykonanie: strony internetowe radom